Dziecko w przestrzeni publicznej

Dziecko w przestrzeni publicznej

„To się kiedyś może obrócić przeciwko pani” – powiedziała kobieta, siedząca na kanapie w szkole kung-fu, kanapie na której oparcie właśnie wspiął się mój syn. Zrobił to po raz kolejny, przed chwilą go stamtąd zdjęłam, założyłam mu buty i oświadczyłam, że wychodzimy. Kiedy pakowałam szablę treningową do pokrowca, zdążył je zdjąć i wspiąć się ponownie. Podałam więc szablę starszemu synowi i poprosiłam, aby poczekał na korytarzu, po czym spocona zaczęłam się przeciskać, aby okiełznać mojego wyjątkowo sprawnego czterolatka. Między ludzkimi kolanami, stolikiem na którym stały filiżanki z zieloną herbatą, między plecakami i sportowym sprzętem. W tym zamieszaniu potrąciłam wiszące nad kanapą zdjęcie, które przekrzywiło się, zwisając niebezpiecznie na jednym gwoździu. I wtedy usłyszałam to zdanie pełne dezaprobaty: „To się kiedyś może obrócić przeciwko pani”. Zamarłam na chwilę. I choć może mogłabym coś powiedzieć, to milczałam, bo to co by padło z mych ust, to hmm…jakby to ująć… – nie byłoby powiedziane językiem serca. Więc poprawiłam fotografię, zdjęłam dziecko, założyłam mu buty, po to żeby po chwili zdjąć go jeszcze raz, tym razem z oparcia fotela, który stał po drodze do drzwi. W końcu widząc, że mój rozbawiony syn nie jest w stanie mnie usłyszeć, wyniosłam go na korytarz.

Są ludzie przekonani, że dzieci istnieją dla ich dyskomfortu. Dlatego mam taki apel. Drogi człowieku – kiedy niemowlak płacze w autobusie tu nie chodzi o Ciebie, wierz mi, jest mu źle równie mocno, jeśli nie bardziej. Kiedy dwulatek leży na środku supermarketu, nie robi tego żeby Tobie było trudniej przejść z wózkiem. To nie z myślą o Tobie, czterolatek podskakuje i śpiewa w kolejce do bankomatu. Nikt nie karmi piersią w kawiarni żeby Cię zniesmaczyć, jestem zupełnie pewna, że robi to, bo dziecko jest głodne. Więc zanim sypniesz dobrą radą, zanim skomentujesz czyjeś wysiłki wychowawcze lub czyjąś rodzicielską bezradność, zastanów się dobrze. Bo wiesz co? Pewnie będzie to zaskoczeniem – ale naprawdę może być tak, że nikomu od tego nie zrobi się lepiej.

P.S. A później tak mnie naszło. Czy opisana sytuacja była moją wychowawczą porażką? Wręcz przeciwnie. Gdyż zauważcie, że mój syn chociaż pochłonięty wspaniałą zabawą, pamiętał zawsze o tym, że nie wchodzi się na meble w bucikach 🙂

 

Zdjęcie: Vladimir Chuchadeev/Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *