Próbować od nowa

Próbować od nowa

To jest wpis o tym, że nie ma jednego magicznego sposobu na wychowanie dziecka. Trzeba szukać, można błądzić, ale nie można przestać próbować. Mimo że o wychowywaniu wiem sporo i cały czas uczę się nowych rzeczy (w teorii i praktyce), szukam i błądzę. Tak było kiedy mój syn, wówczas trzy i pół letni, rozpinał się w trakcie jazdy samochodem. Dojeżdżaliśmy wtedy codziennie do przedszkola pół godziny w jedną stronę. Syn rozpinał się średnio dwa razy w tygodniu. Zjeżdżałam wtedy na pobocze lub przystanek, czasami udawało mi się szybko zapiąć go, czekając na światłach. Długo nie mogłam rozwiązać tego problemu, byłam bezradna, przestraszona, momentami wściekła, a żadna z tych emocji nie była mi pomocna. Sytuacji nie poprawiał fakt, że na punkcie bezpieczeństwa dzieci w samochodzie mam lekkiego hopla, znam statystyki wypadków na drodze i najchętniej woziłabym dzieci czołgiem, bo w czołgu moim dzieciom nic by nie groziło. Tymczasem jeżdżę micrą. Jak próbowałam nakłonić syna, aby się nie rozpinał? Różnie, ale przez dłuższy czas nieskutecznie.

Próba pierwsza – rozmowy.
Pytam – Dlaczego odpinasz pas? Słyszę – nie wiem. Więc mówię, że się boję kiedy się odpina. Że jeśli nie zauważę, że jest odpięty i gwałtowniej zahamuję, to może się uderzyć i będzie bolało. Pytam, czy rozumie. – Tak.
Czy podziałało – nie.

Próby następne – więcej rozmów. Czy się nudzisz w samochodzie? – Nie. Czy to jest zabawne, takie odpinanie się? – Nie. Zabawne jest wygłupiać się z dziećmi. – To czemu odpinasz pas? – Bo lubię. No to rozmawiamy nadal. Że nie zawsze można robić to co się lubi. Że odpinanie jest niebezpieczne, bo w razie wypadku, można sobie coś złamać. Dlatego wszyscy jeżdżą przypięci: mama, tata, brat. Zaglądamy do innych samochodów, czy pasażerowie jeżdżą w pasach. Mówię że się denerwuję, kiedy muszę szukać pobocza żeby go przypiąć. Że chciałabym wiedzieć dlaczego się rozpina i że zależy mi aby tego nie robił. Takich i innych rozmów w trakcie tych dwóch miesięcy było sporo.
Czy podziałały – nie.

Próba trzecia – to może zakaz.
W samochodzie trzeba być przypiętym. Nie można się rozpinać. Źle zrobiłeś.
Czy podziałało – nie.
Szczerze, to nawet bardzo nie liczyłam, że podziała. Znam swoje młodsze dziecko i wiem, że nie z nim takie numery. Przepisy są po to żeby je łamać. No rules. Buntownik z urodzenia. Poza tym zakaz podziała jeśli dziecko widzi naturalne konsekwencje jego łamania. A to był taki przypadek, w którym naturalne konsekwencje były nie do pokazania. Z kolei opcja, żeby zamiast samochodem jeździć autobusem była nie do wprowadzenia w naszej sytuacji – godzina w jedną stronę, z dwoma przesiadkami, przy czym trzeba by było bardzo pilnować czasu, bo z najbliższego (a wcale nie tak bliskiego) przystanku, odjeżdża dwa, cztery razy na godzinę. Takie uroki mieszkania pod miastem.

Próba czwarta – antypróba – kiedy to trafił mnie szlag.
A stało się to na trzypasmowej ruchliwej ulicy Opolskiej, kiedy to musiałam zjechać ze skrajnie lewego pasa na prawy, starając się przebić między rozpędzonymi samochodami, żeby w panice poszukać miejsca do zatrzymania. To wcale nie jest łatwe na tej trasie, poboczy właściwie tam nie ma. Zatrzymałam się w końcu i nawrzeszczałam. Nawet nie pamiętam co wykrzyczałam, ale syn się rozpłakał. Uspokoiłam siebie i jego, pojechaliśmy dalej.
Czy podziałało? – No skądże. Nie.

Próba piąta – odwrócenie uwagi.
Pomyślałam, że takie odpinanie pasa jest dla dziecka nagradzające. Cała uwaga mamy skupiona na nim, trzeba się zatrzymać, coś się dzieje. Może to, że puszczam mu jego ulubione piosenki i że z nim rozmawiam, to za mało. Przypominam sobie wszystkie zabawy samochodowe, zgadywanki – co widzę, w jakim kolorze. Co to za przedmiot, o którym myślę? Rymowanki. Piosenki. Staram się przez te pół godziny w samochodzie zabawiać dziecko jak mogę.
Czy podziałało – Nie.

Próba ostania – powrót do tego jak naprawdę chcę wychowywać.
W końcu wróciłam do podstaw mojego myślenia o dziecku, czyli do Jespera Juula i jego założenia że dziecko jest kompetentne i chce współpracować z rodzicami. Mój syn chce ze mną współpracować. Ale nie współpracuje. Dlaczego? I tu nagle mnie oświeciło. Bo nie wie jak. Powiedziałam więc coś w stylu – Wiem, że lubisz się odpinać, wiem że czasami nie wiesz czemu to robisz. Bardzo mi to przeszkadza. Umówmy się, że za każdym razem kiedy będziesz chciał się odpiąć, to mi powiesz. A ja obiecuję, że zawsze kiedy będziemy dojeżdżać na miejsce, będę Ci mówiła, że to już ten moment, kiedy możesz odpiąć pas.
I podziałało.
Że też wcześniej na to nie wpadłam.
To było takie proste.
Też tak czasem myślicie? Jak mogłam nie zrozumieć swojego dziecka, przecież to było takie oczywiste?

Za każdym razem gdy wsiadaliśmy do samochodu na trasę dłuższą niż kilka minut, przypominałam o umowie. I kilka razy słyszałam – mamo, mam taką okropną ochotę się odpiąć. Albo – kiedy dojedziemy bo chciałbym już się odpiąć? Wtedy szybko reagowałam. A potem problem znikł.

Zdjęcie: Steinar La Engeland/Unsplash

 

One response to “Próbować od nowa”

  1. am napisał(a):

    Bardzo mi się podoba. 🙂 Dzięki za pokazanie drogi, a nie tylko rozwiązania. Myślę, że takie rady/zmagania są łatwiejsze do zapamiętania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *