Ta dzisiejsza młodzież i nadopiekuńczy rodzice!

Ta dzisiejsza młodzież i nadopiekuńczy rodzice!

W przyjemne niedzielne popołudnie w Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej przeczytałam wywiad z panią Ługowską nauczycielką języka polskiego w Społecznym Liceum „Bednarska” w Warszawie. Jako psycholożka pracująca z rodzicami i dziećmi, oraz matka dziecka szkolnego, chciałabym się do niego odnieść, zwłaszcza że pani Ługowska powołuje się na badania i teorie których albo nie zrozumiała, albo nie zna. Wywiad o którym piszę, można przeczytać tutaj.

Po pierwsze – Benjamin McLane Spock, amerykański pediatra, psychoterapeuta i jego słynne „bezstresowe wychowanie”, z którego jak mówi pani Ługowska, pod koniec życia się wycofał.
Rewolucyjne w latach 50-tych tezy Spocka są dla nas obecnie oczywiste i co ważne uznawane przez prawo, jak na przykład ta, że dziecka nie można bić. Inne bulwersujące poglądy głoszą, że niemowlę powinno być karmione kiedy jest głodne „na żądanie”, a nie co 4 godziny, matka powinna uwierzyć w swój instynkt, kochać dziecko i odpowiadać na jego potrzeby. Termin „wychowanie bezstresowe” to mit i medialne hasło konserwatywnych przeciwników teorii Spocka bo czasy były takie, że niektórym w głowie się nie mieściło wychowanie oparte na więzi z dzieckiem, a nie dyscyplinie.  De facto nie znam teorii, która by zalecała „bezstresowe wychowanie”, chyba że za takie uznać tworzenie z dzieckiem więzi opartej na wzajemnym szacunku i bliskości.
Po drugie – małpa rażona prądem staje się inteligentniejsza.
Przyznam, że mnie trochę zmroziło kiedy to przeczytałam. Głównie ze względu na wnioski jakie mogą z tej historii wysnuć czytający. Otóż spieszę wyjaśnić, że pani Ługowska prawdopodobnie powołuje się na eksperyment Harry’ego Harlowa na rezusach. Z punktu widzenia praw zwierząt był to eksperyment dosyć okrutny, mimo że żadna z małpek nie była rażona prądem. Otóż małe rezusy zostały oddzielone od matek i wsadzone do klatek w których znajdowały się sztuczne kukiełki. Niektóre z nich były pokryte miękkim futerkiem, inne były druciane za to wyposażone w butelkę z mlekiem. Okazało się, że małe małpki spędzają czas przytulone do miękkiej kukiełki, do drucianej podchodzą tylko kiedy są głodne. Eksperyment pokazał, że naczelne do rozwoju potrzebują fizycznej bliskości i związanego z tym poczucia bezpieczeństwa. Jednak bez względu na to, ile czasu rezusy spędzały z miękką matką i tak, kiedy jako podrostki trafiły do innych małp, borykały się z licznymi problemami. Zwykle w hierarchii stada lądowały na najniższym szczeblu, miały problem z regulowaniem zachować społecznych, nie umiały też pełnić ról rodzicielskich. Żadna małpka wychowana w tak stresowym środowisku nie wykształciła niezwykłej inteligencji.
Po trzecie – depresja spowodowana brakiem modnych dziur w spodniach.
Jako, że brzmi świetnie, ten fragment został przez gazetę szczególnie podkreślony. Och, jaka ta młodzież beznadziejna i bez prawdziwych problemów. Szczerze, to nie słyszałam aby ktokolwiek dostał depresji
z powodu braku modnego ubrania, gdyby tak było zamiast długotrwałą terapią i lekami, można by było ją leczyć kupieniem ciucha. Śmiem twierdzić, że za nastoletnim płaczem z powodu braku modnych spodni kryje się potrzeba akceptacji, przynależenia do grupy, być może niskie poczcie własnej wartości. Czyli jednak całkiem poważne problemy, których zdaje się pani Ługowska nie dostrzega. Szkoda.
Po czwarte – nadopiekuńczy rodzice.
Gdzie oni są? No chyba głównie w społecznym Liceum „Bednarska” na szczęście jest to więc nikły procent społeczeństwa. Zarówno ja, jak i inni rodzice nie możemy sobie pozwolić na wychowywanie niesamodzielnych dzieci. Żeby utrzymać pewien poziom życia (np. wakacje na Słowacji, ferie w Białce, dodatkowy język i zajęcia sportowe dla dzieci), codziennie pracujemy. Nie wyobrażam więc sobie, skąd ten czas na czytanie dzieciom lektur i wożenie ich wszędzie autem. Dzieci rodziców z „klasy średniej” zupełnie jak inne dzieci, same wracają ze szkoły, jeśli są głodne muszę sobie zrobić kanapkę, a jeśli w domu nie ma pieczywa idą je kupić. Ponieważ nie znam nikogo kto miałby tyle urlopu co dni wolnych w szkole, dzieci same radzą sobie podczas części ferii, wakacji, przed świętami i po świętach. Współcześnie rodzice nie są idealni – tak, popełniamy błędy. Wychowani w gospodarce niedoboru, kupujemy naszym dzieciom za dużo rzeczy. Ponieważ kończąc szkołę okazywało się, że nasz język obcy wystarcza tylko do obsługi gości w kawiarniach europejskich stolic, staramy się aby nasze dzieci po szkole szły na zajęcia, na których uczą się w obcym języku mówić, a nie tylko odmieniać czasowniki. Być może zachłyśnięci możliwościami nowych technologii – bo jeszcze pamiętamy telegramy, magnetofony, a niektórzy nawet adaptery – nie zauważamy jak wirtualny świat pochłania nasze potomostwo. Jednak w tym szalonym świecie bardzo się staramy – spędzać z dziećmi czas w wartościowy sposób, rozmawiać z nimi i je rozumieć, budować wzajemną bliskość i zaufanie, umożliwić im rozwój zainteresowań. Wierzę, że dzieci współczesnych rodziców, mimo że nie gryzione w dzieciństwie, bawiące się lego zamiast scyzorykiem, spędzające czas z kolegami których znamy, zamiast gdzieś na podwórku, wyrosną na mądrych i dobrych ludzi.
A pani Ługowskiej chciałabym przypomnieć, że w narzekaniu na „współczesną młodzież” nie jest sama. Ponoć już Sokrates pisał – „Nasza młodzież ma dziś silne pragnienie luksusu, ma złe maniery, pogardza władzą i autorytetem, brak im poszanowania dla starszych. Wolą zajmować się bzdurami zamiast nauki. Młodzież nie wstaje z szacunkiem gdy starszy wchodzi do pokoju. Sprzeciwiają się rodzicom i zabierają głos w towarzystwie starszych. Tyranizują swoich nauczycieli.”
Zdjęcie: Justin Eisner/Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *