Nie musisz Mamo

Nie musisz Mamo

Dwa tygodnie temu pisałam o poczuciu winy u matek, skąd się bierze i co można z nim zrobić tutaj.
Napisałam o tym całym świecie zewnętrznym, który narzuca nam różne wzorce macierzyństwa, nakłada na nas pełną odpowiedzialność za los naszych dzieci oraz domów, wsadza nas w ciasny gorset matki-polki-idealnej. Ale przecież często robimy sobie to same. Przyjmujemy nierealne standardy i stajemy na rzęsach, żeby im sprostać. Dlatego dzisiaj w ramach „rozluźnienia gorsetów” chciałam napisać o kilku rzeczach, których mamy nie muszą robić (choć często robią).

Nie musisz być zawsze konsekwentna.

Tak wiem, że może się to wydawać kontrowersyjne, ale nie musisz. Co się stanie jeśli zmienisz zdanie w kwestii codziennego mycia, jednej bajki dziennie, śniadania przy stole, albo nawet w poważniejszych sprawach? Dziecko dowie się, że ludzie czasami zmieniają zdanie, oraz że ono samo może to zrobić. W końcu tylko krowa nie zmienia poglądów.* Konsekwencja dla samej konsekwencji jest bez sensu. Co się stanie, jeśli zareagujesz na prośbę dziecka i zostaniecie chwilę dłużej na placu zabaw, albo pójdziecie inną drogą do przedszkola? Dziecko dowie się, że może wpływać na inne osoby, że jego zdanie jest ważne. Nauczy się wyrażać swoje opinie, przekonywać innych do swoich racji. Nikt nie jest konsekwentny zawsze i wszędzie – ty też nie musisz.

Nie musisz zgadzać się innymi opiekunami dziecka, a oni nie muszą zgadzać się z Tobą.

Właśnie tak. Mama i tata mogą postępować inaczej. Dla mamy wychlapanie całej wody z wanny może być akceptowalne, a dla taty nie. Tata może położyć dziecko spać z nieumytymi zębami, choć dla mamy może być to niewyobrażalne. Dziadkowie mogą puszczać dziecku bajki, a w domu rodzinnym może nie być telewizora. I nic się nie stanie. Naprawdę. Dzieci odróżniają od siebie dorosłych i szybko są w stanie zaakceptować, że postępują oni w różny sposób. W razie potrzeby można przypomnieć – wiem, że babcia, dziadek, pani w przedszkolu tak robią, ale dla mnie jest ważne/ja chcę…

Nie musisz być poważna.
Dzieci tak jak i innych ludzi, nie można brać zawsze serio. Nie umiem zachować powagi, kiedy wymyślają różne zabawy, tworzą dziwne konstrukcje słowne, a nawet czasami kiedy wpadają w histerię. Czterolatek, który ze łzami w oczach krzyczy – „nie będę cię słuchał głupio mamo, ha, ha, ha”, wzbudza moje współczucie, ale widzę w tej sytuacji także pewien komizm. Luz i dystans ratują każdego rodzica w sytuacji, w której zastajesz kuchnię zawaloną mąką, dziecko całe wysmarowane sudocremem, ścianę w salonie ozdobioną pisakowym graffiti. Co więcej będąc rodzicem, możesz robić różne niepoważne rzeczy i warto to wykorzystać – zjeżdżać na sankach, rzucać się śnieżkami, tarzać się w jesiennych liściach, skakać po chodniku, wejść na wszystkie najfajniejsze karuzele i kolejki w wesołym miasteczku, wspinać się na drzewo, zrobić konkurs na najgłupszą minę i najstraszniejszego potwora.

I dodatkowo dla tych, dla których dom to ich sprawa.

Nie musisz sprzątać tego wszystkiego.

Albo inaczej – zawsze jest coś, czego możesz nie posprzątać, albo sprzątać to rzadziej. Jeśli wydaje Ci się że nie, zrób listę rzeczy które robisz i postaraj się zrezygnować na początek z kilku z nich. Sprawdź co się stanie. Zapewniam Cię, nie stanie się nic. Dzieciom i tak jest wszystko jedno, a jeśli narzekają na bałagan, to świetnie – znaczy że są w takim wieku, w którym mogą posprzątać same. To samo tyczy się innych użytkowników domu.

Nie musisz prasować.

Zupełnie. Znam wiele rodzin (łącznie ze swoją), która chodzi codziennie w niewyprasowanych ubraniach. Wyjątkiem jest kilka sytuacji w roku typu uroczystości szkolne. I nic się nie dzieje złego, nikomu to nie przeszkadza, opieka społeczna nas nie nachodzi.

Chcę zamiast muszę.

Od kilku dni jestem z chłopcami sama w domu, mąż jest w delegacji. Mój młodszy syn jest przeziębiony, starszy przyniósł ze szkoły uwagę, mam zaległą pracę, jest mróz i okropny smog. To są trudne chwile**, ale są doskonałym ćwiczeniem do odpuszczania różnych „powinnam” i „muszę” (oprócz tych, które odpuściłam już dawno temu). Bo przecież najważniejsze w tym momencie jest to, że moje dzieci mogą liczyć tylko na mnie, więc chcę zachować wszystkie emocjonalne i fizyczne rezerwy.

Dlatego za każdym kiedy myślę „muszę” czy „powinnam” zastanawiam się co jest w tym momencie dla mnie ważne i czy tego właśnie chcę.
Polecam.

 

* Właściwie nie wiem, skąd się wzięło to powiedzenie. Lubię krowy i uważam, że jeśli mają poglądy to na pewno je czasami zmieniają.

** Podziwiam samotne matki, które tak mają na co dzień.

 

Zdjęcie: Alexander Dummer/Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *