O podejściu behawioralnym, rodzicielstwie bliskości, porozumieniu bez przemocy, pozytywnej dyscyplinie

O podejściu behawioralnym, rodzicielstwie bliskości, porozumieniu bez przemocy, pozytywnej dyscyplinie

Tytuł wpisu to zmyłka – to nie będzie długi tekst o koncepcjach wychowawczych. Jeśli jednak chcielibyście cyklu takich wpisów, przybliżających różne podejścia do wychowania dzieci, dajcie znać w komentarzu. Na pewno zrobię. Tym razem, to będzie krótki wpis o tym, jak ważne jest szukanie własnej drogi w rodzicielstwie. Nie ma bowiem dwojga takich samych dzieci, takich samych rodziców i jednej jedynej koncepcji, która by wszystko wyjaśniała i dała się stosować w każdym przypadku. Jeśli jednak chcesz spróbować, to chciałabym Cię ostrzec, na co się narażasz, próbując całościowo wdrożyć jakieś podejście wychowawcze w życie.

Poczucie winy.

Tak, to okropne uczucie gnębiące prawie wszystkie polskie matki, które bardzo łatwo w sobie wzbudzić, zbyt przejmując się różnymi koncepcjami wychowawczymi. Na przykład w rodzicielstwie bliskości, za bardzo ważne uważa się m. in. karmienie piersią. I co jeśli nie karmisz, nie karmiłaś? – załamka, wiadomo. Nie dałaś dziecku cennych przeciwciał, wyższego współczynnika inteligencji, lepszej flory bakteryjnej i sama nie wiem jeszcze czego. Nie chcę zniechęcać do karmienia piersią – sama karmiłam, było to dla mnie i dla moich dzieci bardzo fajne, cenne doświadczenie. Chcę jednak jasno powiedzieć – to w jaki sposób karmisz swoje dziecko, nie świadczy o tym jaką jesteś matką. Przykład z drugiej strony – wielu specjalistów zachęca do uczenia dziecka samodzielnego zasypiania. Co jeśli Twoje dziecko, w ogóle się nie przejmie zaleceniami specjalistów i usypiać chce tylko ze swoją twarzą przyklejoną do twojej twarzy, a dopóki nie wejdzie w fazę snu głębokiego, wybudza się i płacze kiedy chcesz odejść? Wiadomo, rytm dnia zaburzony, szczęście małżeńskie wisi na włosku bo wspólne wieczory nie są możliwe, a Ty czujesz się jak bezstresowo wychowująca nadopiekuńcza histeryczka. Więc chcę podkreślić – to w jaki sposób usypiasz dziecko, w jaki sposób spędzacie noc, razem czy osobno, nie świadczy o tym jakim jesteś rodzicem, dopóki oboje jesteście zadowoleni. Kryterium obustronnego zadowolenia, warto stosować do wielu zaleceń specjalistów. 

Brak autentyczności.

Bycie z dzieckiem to proces żywy i zmienny. To ważne aby w komunikacji wychodzić od faktów, a następnie zwracać uwagę na emocje i potrzeby jakie za nimi stoją, zgodnie z postulatami porozumienia bez przemocy. Warto z empatią słuchać innych, mówić szczerze o uczuciach, traktować słowa jako narzędzia do porozumienia, a nie walki, czy manipulacji. Więc ćwiczymy wszystkie: „podoba mi się, że”, „chciałabym abyś”, „jestem zła”, „boję się że”, „cieszę się”, „widzę, że czujesz”, „jak się czujesz” „wydaje mi się, że jest ci smutno” itd. itp. Dobra komunikacja tworzy dobrą relację i kiedy wprowadzimy nawet drobne zmiany do języka, jakim się posługujemy, szybko widzimy efekty. Warto jak najwięcej ćwiczyć, ale pamiętając żeby cel (kontakt), nie został przesłoniony przez sposób jego osiągnięcia (prawidłowe zwroty).  Nasze dzieci nie potrzebują bowiem robotów od właściwej komunikacji tylko autentycznych ludzi, którzy reagują spontanicznie i nie poprawiają się spięci kiedy powiedzą: „wow, super”, „ekstra”, a nawet „dupa” czy „o cholera” (wiem, wiem, zgroza).

Sztywność.

Nadmierne przywiązanie do jednej koncepcji sprawia, że odbierasz sobie prawo do spontaniczności. Życie niesie ze sobą różne sytuacje. Być może postanowisz spać z dzieckiem dopóki ono nie będzie chciało spać samo, ale stanie się to trudne, a czasami niemożliwe, kiedy wrócisz do pracy i codziennie będziesz musiała wstawać o 6.00. Być może postanowisz rozszerzać dziecku dietę metodą BLW – ale może się okazać, że ma ono nadmierne napięcie mięśniowe i jedzenie zamiast trafić do buzi, zostaje zgniecione w małej piąstce. Może Twoje dziecko spało samo w łóżeczku, ale nagle coś się zdarzyło – trudna adaptacja w żłobku, lub przedszkolu, choroba, narodziny rodzeństwa i widzisz, że samotne noce są dla niego trudne i przykre. To co działa w rodzinie znajomej, sąsiadki, brata, czy blogerki parentingowej, nie musi działać w Twojej. To co działa przy pierwszym dziecku, nie musi działać przy drugim. Ba, to co jest dobre w czwartek nie musi być dobre w piątek, dla tego samego dziecka. Stosując się do jednej teorii, spychasz na bok swoją intuicję, potrzeby dziecka, potrzeby swoje i warunki danej sytuacji.

W zamian – tylko tyle i aż tyle.

Słuchaj siebie i swojej intuicji. Słuchaj swojego dziecka. Zauważaj je, codziennie patrz jakim jest wyjątkowym człowiekiem. Kochaj i zachwycaj się. Nie stosuj przemocy. Rozmawiaj o wychowaniu z innymi. Czytaj, szukaj, inspiruj się, podchodź do tego, czego się dowiadujesz z refleksją. Daj sobie prawo do błędów.

Zdjęcie: Cel Lisboa/Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *