Autentyczność rodzica

Autentyczność rodzica

Rodzice są różni: u niektórych autentyczna będzie wypowiedź cicha i zrównoważona, u innych gwałtowna i głośna. Jednak głośność muzyki nie ma takiego znaczenia, jak jej treść emocjonalna. Dlatego za rodzicielskimi słowami musi stać człowiek – wyczuwalny dla dziecka – żeby mogło ono wiedzieć, kto do niego mówi. Jesper Juul ” Zycie w rodzinie”.

Dziś będzie o autentyczności rozumianej tak jak u Juula, czyli o umiejętności bycia szczerym i wiarygodnym. Temat ten chciałam poruszyć tym bardziej, że dużo czytam i piszę o wychowaniu dzieci. Wyraźnie więc widzę ślepy zaułek, w który można zabrnąć jako świadomy rodzic – zamiast być rodzicem, odgrywamy jego rolę, zachowując się w taki sposób, jaki wydaje nam się właściwy dla naszego „ideału” czy „wzoru” rodzica.

W pułapce perfekcjonizmu

Kiedyś koleżanka po fachu, zapytała mnie, czy nie boję się, że ktoś popatrzy na moje dzieci, kiedy akurat będą sprawiać problemy i nie powie mi – o proszę, niby matka psycholożka, a nie umie sobie poradzić z własnymi dziećmi. Więc nie – nie boję się. Daję moim dzieciom i sobie, prawo do bycia niedoskonałymi, do popełniania błędów, mierzenia się z trudnościami i niewiele mnie obchodzi co inni o tym myślą. Dzieci perfekcyjnych rodziców niosą na sobie ogromną odpowiedzialność – muszą być żywym potwierdzeniem tego, że są doskonale wychowane. Będą więc robić wszystko żeby spełnić ich oczekiwania, albo wręcz przeciwnie, będą łamać wszelkie reguły, broniąc się przed zostaniem dowodem potwierdzającym życiowy sukces rodzica

Wyuczeni

Poszukując własnej autentyczności musimy starać się dotrzeć do naszych uczuć i potrzeb. Nasze prawdziwe „nie chcę tego dla ciebie zrobić” jest cenniejsze od „poświęcę się i zrobię to dla ciebie” albo „zrobię to, bo co inni o mnie pomyślą”, czy „zrobię to, bo boję się utraty twojej miłości.” To trudne zwłaszcza dla kobiet, od dziecka socjalizowanych do zaspokajania potrzeb innych, obarczonych wzorem wszechogarniającej matki polki, oraz poddającym się (jak napisała moja czytelniczka) różnym modom na wychowanie w „duchu czegoś tam”. Ciężko zachować się prawdziwie i szczerze, kiedy zamiast mówić o tym co myślimy i czujemy, stosujemy schemat postępowania lub wyuczone formułki.

Szczera relacja

Konflikty umacniają więź, jak dziwnie by to nie zabrzmiało. Pokazują – kocham cię, chociaż w tym momencie mamy odmienne zdania, potrzebujemy różnych, wykluczających się rzeczy, a nawet chociaż mamy się chwilowo wzajemnie dość. Autentyczna relacja nigdy nie jest wyłącznie harmonijna i bez konfliktów. Problemy w rodzinie są nieuchronne, mitem jest, że można ich uniknąć. Jednak kiedy damy sobie i innym członkom rodziny przyzwolenie na osobistą, szczerą wypowiedź o tym, jak dany problem rzeczywiście nas dotyka, będzie nam łatwiej szukać rozwiązań.

Jesper Juul radzi

W książce, którą cytuję na początku wpisu, autor wymienia sposoby na dbanie o własną autentyczność.

– Poproś partnera/partnerkę lub przyjaciół o ocenę swojego zachowania.

– Miej jasność co do swoich wartości i potrzeb dziecka. Zapomnij o mądrościach typu – rodzicielstwo jest najwspanialszą rzeczą na świecie i czystą radością, jeśli tylko się je odpowiednio zaplanuje.

– Staraj się postępować najlepiej jak potrafisz, ale zdawaj sobie sprawę z błędów, w ten sposób możesz zmieniać postępowanie na lepsze, nie fundując dziecku poczucia winy.

– Nagraj się na dyktafon lub kamerę. Oglądając nagranie, łatwo zauważyć czy zachowujesz się autentycznie czy tylko grasz.

– Intensywnie troszcz się o swojego partnera/partnerkę oraz o siebie. W ten sposób można uniknąć swoistego „uduszenia” się w roli rodzica. Oczywiście to dobrze, że dobro dziecka jest dla rodziców priorytetem, jednak potomstwo nie powinno wypełniać życia w całości. To bardzo obciążające być sensem życia swojego rodzica.

Poznaj siebie

Juul pisze aby stale się sondować, wchodzić w interakcję z innymi, poznawać się coraz lepiej. Kiedy uda nam się nadać właściwy wyraz naszym uczuciom i potrzebom, doznajemy uwalniającego uczucia: „taki jestem – i to jest dobre!”. W książce dla dzieci Ewy Marii Letki „Potwór”, tytułowy bohater odkrywa w pewnym momencie, że nie jest potworem ludołykaczem, tak naprawdę żywi się puszystymi chmurkami. Od tego momentu, przestaje zaspokajać żądania połkniętej przez niego wcześniej rodziny, wie jak ma postępować, jest pewny siebie i zadowolony. Następnie za pomocą lusterka, pomaga innym zwierzątkom lepiej się poznać. Myślę, że tak samo rodzice, kiedy wiedzą jakim są typem potwora, mogą swobodnie trzymać lustro, w którym będą przeglądać się ich dzieci. I takich doświadczeń Wam życzę.

 

Zdjęcie: Caroline Hermandez/Unsplash