Czego nauczyłam się od swojej Mamy

Czego nauczyłam się od swojej Mamy

Rzeczy zupełnie nieprzydatnych – nie możesz odpocząć, jeśli w domu jest coś do zrobienia

I zawsze coś jeszcze można ogarnąć: pranie powiesić, szybko poodkurzać, blaty kuchenne przetrzeć, umyć kosze na śmieci. Latami uczyłam się odpuszczać i wciąż mam z tym problem. Staram się wprowadzać więcej luzu do życia rodzinnego, dbać o swoją potrzebę odpoczynku bardziej, niż o czysty dom. Robię „eksperymenty” – odkładam na później i sprawdzam, czy faktycznie coś mi się stanie złego, jeśli wanna będzie brudna, a w kątach poleżą kurze. Przesunęłam granicę dopuszczalnego nieporządku, bo u mnie leży ona zupełnie gdzie indziej niż u mojego męża. Właściwie są tak odległe, że kiedy staję na mojej granicy porządku, to muszę używać lornetki żeby dojrzeć tą mężowską. Ale wypracowaliśmy kompromis, bo nie ma sensu kłócić się o bałagan. Mimo tego wszystkiego, wciąż zdarza się, że sprzątam chociaż nie mam ochoty, jestem zmęczona, albo dzieci chcą spędzić ze mną czas. 

Praktycznych nawyków – nie kładź się spać jeśli zlew nie jest pusty

Z tym nie walczę. Przed snem zbieram naczynia i wkładam do zmywarki, a co się nie nadaje, myję ręcznie.
Wiem, że to mało romantyczne. Mój mąż tego kompletnie nie rozumie (jak zresztą całej mojej definicji porządku). Świadomie jednak zachowałam ten zwyczaj. Zajmuje kilka minut, a  dzięki niemu rano milej zaczynam dzień. Bo jednak źle się czuję, kiedy żeby nalać wodę do czajnika, muszę wyjąć ze zlewu moczący się garnek albo stęchłe talerze. M
ilej pije się kawę i je śniadanie, bez aromatu pełnego zlewu i świadomości że o matko, trzeba będzie w końcu umyć te gary. 

Rzeczy bardzo ważnych – bierz odpowiedzialność za własne błędy

Pamiętam jak kiedyś rzuciłam kamieniem w kierunku grupy przezywających mnie dzieciaków. Miałam wtedy jakieś 10 lat i traf chciał, że rozbiłam głowę młodszej od siebie dziewczynce. Dwa szwy na łuku brwiowym. Moja Mama ze mną porozmawiała i powiedziała, że muszę iść przeprosić. Kiedy szłam do tej dziewczynki i jej mamy, czułam okropne poczucie winy i wstyd co palił od czubków palców po koniuszki włosów. Ale wiedziałam, że powinnam to zrobić sama. A uczucie ulgi i lekkości, kiedy wychodziłam z tego domu, pokazało mi że zrobiłam dobrze.
Nie muszę chyba pisać, że już nigdy potem nie rzucałam kamieniami w ludzi?

Rzeczy równie ważnych – trzymaj stronę dziecka w starciu z systemem

Wielu nauczycieli było ogromnie zdziwionych, kiedy wzywali moją Mamę na dywanik i dowiadywali się, że…kary nie będzie. Co więcej, zamiast grzecznego potakiwania słyszeli o tym, jak wygląda problem z perspektywy dziecka.
A czasami wręcz, że nie mają racji. Pamiętam jak w liceum, po wywiadówce, moja romanistka w końcu się ode mnie odczepiła i zaczęłam dostawać oceny lepsze niż niedostateczne i mierne. Ostatecznie maturę z francuskiego zdałam tres bien, co jest dowodem na to, że naprawdę się uczyłam (no dobra, miałam też trochę szczęścia przy losowaniu pytań, ale umówmy się, że na piątkę samo szczęście by nie wystarczyło). Nigdy nie baliśmy się szkolnych wywiadówek. Gdy spontanicznie szłam na wagary, po powrocie do domu, po prostu się przyznawałam. Może dlatego nie chodziłam bardzo często – „legalne” nie były taką atrakcją. No i miałam świadomość, że i tak trzeba będzie wszystko nadrobić. 

Rzeczy najważniejszej – dziecko trzeba kochać bezwarunkowo

Wtedy kiedy przynosi piątki i wtedy kiedy dostaje jedynki. Kiedy spokojnie się bawi i kiedy bije rodzeństwo. Kiedy zachowuje się naprawdę źle i głupio, chociaż to wcale nie oznacza, że trzeba takie zachowanie akceptować.
A co najważniejsze –  im gorzej dziecko się zachowuje, tym bardziej bezwarunkowo trzeba je kochać.
I pisząc tutaj o złym zachowaniu, nie mam na myśli jakichś ot wagarów, bójki z rówieśnikami, czy przeklinania.
Nie chcę przytaczać różnych przykładów z mojego i rodzeństwa życia. Ale wyobraźcie sobie najgłupsze rzeczy, które może zrobić zbuntowany nastolatek, czy nastolatka; najgłupsze jakie sami zrobiliście, albo słyszeliście, że ktoś zrobił…
Macie to? Dobra, a teraz pomnóżcie to przez siedem. To może dać Wam wyobrażenie o doświadczeniu mojej Mamy. Jestem głęboko przekonana, że to właśnie dzięki jej ogromnej bezwarunkowej miłości, w końcu wyrośliśmy „na ludzi”.

Dlaczego o tym piszę?

Bo świadomość tego, jaki wzór macierzyństwa wyniosłam z dzieciństwa, jest dla mnie ogromnym wsparciem
w dorosłym życiu. Nie wszystko muszę robić tak jak moja Mama, ale niektóre rzeczy po prostu chcę. Dlatego w kursie online „Wychować, Szanować, Nie zwariować”, odnosimy się także do doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego. Po to, aby zrozumieć, co i dlaczego przenosimy w nasze macierzyństwo i co naprawdę chcemy przenosić. Jeśli chcesz wejść na tą drogę, serdecznie Cię zapraszam do zapisania się na listę zaintersowanych kursem tutaj. Dowiesz się więcej o sobie i swoim dziecku. Zaczniemy we wrześniu. Wiem, że warto.

A czego Ty nauczyłaś się od swojej Mamy?

Zdjęcie: pexels

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *