Dziecko i elektronika – wyzwania rodzica w XXI wieku

Dziecko i elektronika – wyzwania rodzica w XXI wieku

W majowy weekend w drodze do Lwowa, po kilku godzinach spędzonych w samochodzie na przejściu granicznym
w Korczowej, postanowiliśmy poszukać noclegu w Przemyślu, po to by na następny dzień spróbować przejechać granicę pociągiem. Po prawie godzinie dzwonienia na dwa telefony (niestety, wszystko zajęte), udało nam się znaleźć hotel na obrzeżach Przemyśla, a w nim ostatnie wolne pokoje – dwie dwójki obok siebie w standardzie „późny PRL”. Według moich dzieci było to jedno z najwspanialszych miejsc, w których spali. Nie było tam telewizji, za to był zwykły telefon z kablem i przyciskami, z którego namiętnie dzwonili do naszego pokoju obok. W dobie Skype, ten stary telefon, był dla moich dzieci mega atrakcją. Jesteśmy pokoleniem, które widziało cyfrową rewolucję, ale dla naszych dzieci jest ona rzeczywistością, w której się urodziły. Tablet, telewizor, smartfon, komputer są codziennością większości rodzin i zasadne wydaje się pytanie – czy i jak pozwalać dzieciom korzystać z tych dóbr? W jakim wieku dziecko może grać w gry komputerowe? Kiedy można puścić bajkę? Uważam, że nie ma jednoznacznych odpowiedzi
na te pytania, bo ważniejsze od „ile” i „kiedy” wydaje mi się „co”, „jak” i „po co”. Przytoczę jednak najnowsze rekomendacje Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej, bo w sposób rozsądny nakreślają pewne ramy, do których można się odnieść ustalając zasady we własnym domu. 

  • Dzieci mające mniej niż 18 miesięcy nie powinny wcale korzystać z mediów cyfrowych. Wyjątkiem jest kontakt
    z bliskimi przez Skype, lub inny komunikator pokazujący twarz rozmówcy. 
  • Rodzic może wprowadzać dziecko w świat nowoczesnych technologii między 18 a 24 miesiącem życia, powinien jednak dbać o jakość programów i być obecny w sytuacji, w której dziecko ma w ręku tablet lub ogląda telewizor, po to aby pomóc mu zrozumieć oglądane treści. Zaleca się programy edukacyjne jak „Ulica Sezamkowa”,
    bajki ze spokojną animacją, bez wielu bodźców.
  • Dziecko w wieku 5-8 lat może spędzić z ekranem godzinę dziennie i może wtedy być samo, jednak zaleca się nadzór nad tym co dziecko ogląda i rozmowę o obejrzanych treściach np. zapytać o intencje bohatera, wartości którymi się kieruje, szukać odniesień do życia.
  • Rekomendacja dla dzieci szkolnych to indywidualne dobranie  czasu korzystania z mediów, w zależności
    od wieku. Powinno się przy tym uwzględnić czas na inne aktywności: naukę, sport, hobby, obowiązki domowe. Zaleca się rozmawiać z dzieckiem na temat bezpiecznego korzystnia z sieci, tego co publikuje, jak się komunikuje, uwrażliwiać na temat podawania danych osobowych oraz haseł.

I co ja na to? Na pewno są to bardzo dobre zalecenia i powinny być brane pod uwagę. Zauważcie, że bez względu na to, czy dziecko ma 5 czy 15 lat, rekomendacje są pod jednym względem podobne – trzeba z dzieckiem rozmawiać
o tym co widzi na ekranie i jak korzysta z elektroniki.

W  miesiącach ciepłych, kiedy codzienne wyjście na plac zabaw, czy do parku jest normą, moje dzieci nie przekraczają rekomendowanych limitów. Zupełnie jednak inaczej sprawa wygląda w miesiące zimowe, kiedy plucha nie zachęca
do długich zabaw na świeżym powietrzu. O ile w ogóle  można mówić o świeżym powietrzu, co w krakowskim sezonie grzewczym nie jest oczywiste. Mam jednak pewne zasady korzystania z elektroniki, które pokrywają się z zaleceniami pediatrów i psychologów, a które przede wszystkim wypływają ze zwykłego zdrowego rozsądku.

  • Żadnego ekranu w tle – bajka jest włączona tylko wtedy kiedy dzieci z uwagą ją oglądają, nie wtedy kiedy się bawią, odrabiają lekcje, czy rozmawiają. Wiem, że w wielu domach telewizor włączony jest non-stop.
    Jeśli w Waszym jest podobnie, wyłączcie go szybko. Jak taki włączony sprzęt szkodzi dziecku możecie przeczytać na nieocenionym blogu Mataja tutaj.
  • Żadnego ekranu podczas posiłków – dotyczy to także rodziców – przeglądanie wiadomości na smartfonie
    w trakcie śniadania jest stanowczo zabronione, tak samo jak oglądanie bajek podczas kolacji. Jedząc, skupiamy się na smaku i zapachu, oraz wspólnym spędzaniu czasu. Różni „amerykańscy naukowcy” odkryli, że wspólne posiłki sprzyjają rozwojowi słownictwa u dzieci, dobrym nawykom żywieniowym, a nawet lepszemu zdrowiu psychicznemu.
  • Ekran nie służy uspokojeniu negatywnych emocji, nie jest sposobem na złość i płacz, pocieszeniem
    po negatywnym wydarzeniu.
  • Ekran nie służy usypianiu dziecka, pewnie kiedyś się zdarzyło, że moje dziecko zasnęło na bajce,
    ale nigdy nie było to planowane.
  • Smartfon syna, który kupiliśmy mu, kiedy zaczął samodzielnie wracać ze szkoły, działa na zasadzie kids place.
    Ma dostęp tylko do opcji dzwonienia, wysyłania sms-ów, robienia zdjęć, oraz tych aplikacji które mu zainstalowaliśmy, nie może też na smartfonie korzystać z Internetu.
  • Wszystko co oglądają dzieci i w co grają, podlega rodzicielskiemu sprawdzeniu. Nie mamy telewizji,
    więc stosunkowo łatwo kontrolować nam bajki. Komputer i tablet należą do nas, są tam tylko te gry i aplikacje, które zainstalowaliśmy, albo pozwoliliśmy zainstalować po uprzednim sprawdzeniu. Nawiasem mówiąc – oznaczenia na grach dotyczące wieku mają sens, i warto je uwzględniać.
  • Pokazujemy jak korzystać z Internetu w celach innych niż rozrywka np. wiele razy odpowiadałam na pytania dzieci szukając odpowiedzi w Wikipedii, szukaliśmy wspólnie informacji na temat odwiedzanego przez nas miejsca, zobaczonych ptaków czy roślin.
  • I najważniejsze – pokazujemy jak można spędzać wolny czas bez elektroniki. Codzienne czytanie, granie w gry planszowe, różne zabawy ruchowe i nie tylko, jeżdżenie na rowerze, wycieczki za miasto do lasu i w góry, place zabaw – nie tylko ten najbliższy, spotkania z przyjaciółmi i rodziną, zwiedzanie zabytków i muzeów.

Wychowywanie dziecka bez elektroniki wydaje mi się trudne, ale przede wszystkim bezzasadne, jeśli żyjecie w środku Europy, a wasze dziecko chodzi do zwykłej publicznej placówki. Być może dla nawiązania przyjacielskich kontaktów
z małymi Amiszami, znajomość świnki Peppy i Star Wars nie ma znaczenia, ale w zwykłej polskiej szkole i przedszkolu, dziecko zupełnie odcięte od popkultury, może czuć się wyobcowane. Przyjaźnie w tym wieku, bardzo często powstają na bazie wspólnych zainteresowań, którymi niestety raczej są określone gry, bajki czy fascynacja jakimiś bohaterami,
a nie znajomość przyrody, czy praw fizyki. Tak jest i choćbyśmy chcieli aby było inaczej (ja bym czasami bardzo chciała), nic na to nie poradzimy. Rozglądnijcie się po przypadkowym placu zabaw – ile dzieci ma ubrania z bohaterami kreskówek?

Kiedyś mój starszy syn podczas jakiejś swobodnej rozmowy, wspomniał, że jest w klasie chłopiec, który ciągle go zaczepia, bije i namawia do tego innych. W pierwszym odruchu wzburzenia, miałam ochotę iść do szkoły i wyjaśnić sprawę z pedagogiem, rodzicami chłopaka, wychowawcą, dyrektorem, a jeśli by trzeba było kuratorem i ministrem oświaty. Szczęściem, najpierw zapytałam czy chciałby abym mu pomogła i z kimś porozmawiała, na co odparł, że nie, bo sobie radzi. Oczywiście kilka dni później wróciłam do tematu. – Jest w porządku – powiedział mój syn.
– Okazało się, że oboje lubimy tą samą grę Lego i teraz się kolegujemy.
Cóż…świat chłopców w wieku szkolnym, rządzi się niezrozumiałymi dla mnie prawami. Pozostaje mi tylko zaakceptować to jak wygląda i że kultura masowa jest jego istotną częścią.

Photo by Alexander Dummer on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *