O zaufaniu Matki do siebie samej

O zaufaniu Matki do siebie samej

Jak przygotowywałyście się do bycia Mamą? Ja chodziłam do szkoły rodzenia, trochę czytałam, dużo myślałam.
Czy byłam gotowa? Nie byłam. Bo chyba nie da się przygotować, na ten totalny życiowy przewrót. Zaskoczyła mnie intensywność tej miłości, obezwładniającej, z którą żadne wcześniejsze uczucie nie mogło się równać. Zaskoczyło mnie także to, że moje życie nie należy już do mnie. Bo przecież, gdyby matki przez pierwszy rok, dwa lata życia dziecka, nie przekładały jego potrzeb nad swoje, niechybnie wyginęlibyśmy jako gatunek. Zaskoczył mnie zarówno mój syn, jak i własne reakcje. Kiedy już ochłonęłam i zdecydowałam się urodzić drugie dziecko, to o dziwo okazało się, że doświadczenie zdobyte przy pierwszym, niekoniecznie przekłada się na drugie. Byłam na innym etapie życia, w innej sytuacji (miałam już w domu przedszkolaka, pracowałam), a na dodatek, co często się zdarza, drugi syn okazał się być zupełnie niepodobny do pierwszego.

Przeczytałam więc wiele stron poświęconych wychowaniu, sięgałam po nowości oraz starsze pozycje, wróciłam do szkolnych podręczników, zgłębiałam branżowe blogi. Chyba szukałam trochę drogi na skróty, prostych rozwiązań, jakiegoś magicznego przycisku* Ale nie znalazłam. I doszłam do wniosku, że nie ma jednej słusznej metody, są ludzie. Moje dzieci są wyjątkowe i wyjątkowa jest rodzina, którą tworzymy. Twoje dziecko, Ty i więź między Wami, także są wyjątkowe. Dlatego najważniejsze to zaufać sobie. Bo przecież dziecko koleżanki, siostry, znanej blogerki, oraz autora podręcznika, jest inne niż moje i Twoje. Wtedy gruntownie przemyślałam jaką chcę być matką i czego pragnę dla moich dzieci. Znalazłam w sobie gotowość na ich ciągłe zmiany. Zaufałam sobie, im i temu co się między nami dzieje.

Bazując na tym doświadczeniu, stworzyłam kurs „Wychować-Szanować-Nie zwariować”w którym krok po kroku pokazuję, jak stać się pewną siebie Mamą. Nie ma tam garści porad, są głównie pytania, które zadajesz sama sobie,
po to aby znaleźć odpowiedzi i zyskać przekonanie – tak, właśnie taką chcę być matką, właśnie tak, chcę wychowywać swoje dzieci. Mając taką pewność, łatwiej jest postępować w zgodzie ze sobą, zamiast spełniać społeczne oczekiwania, łatwiej także pomóc dziecku aby było sobą, a nie takie jak chcieliby tego inni. A co najważniejsze, łatwiej jest zaakceptować swoje błędy i pozbyć się poczucia winy. Bo przecież drobne potknięcia nie sprawią, że przestajesz wierzyć w wartości, którymi się kierujesz w relacji z dzieckiem. W kursie zwracam dużą uwagę na obserwację dziecka
i siebie samej – kiedy wiesz, czego potrzebuje Twoje dziecko, czego potrzebujesz Ty i jakie emocje się z tym wiążą, wszystko staje się o wiele łatwiejsze.

Tym postem chciałam Cię zaprosić do tej drogi, którą przeszło już kilkadziesiąt Mam. Drogi podczas której, otworzysz się na nowe sposoby reagowania na problemy dzieci, poczujesz, że w tym wszystkim Ty także jesteś ważna, znajdziesz konkretną pomoc i rozwiązania.
To ostatnie zdanie złożyłam z opinii uczestniczek z poprzedniej edycji, dzięki którym mogłam kurs udoskonalić. Bardzo mi pomogły i cieszę się, że z nimi pracowałam. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o kursie i o tym co mówią o nim inne Mamy, kliknij tutaj

Nie znam odpowiedzi na wszystkie wyzwania, jakie stawia przede mną macierzyństwo.
A przynajmniej nie zawsze w tym samym momencie, w którym nadchodzą. I myślę, że to w porządku, dawać sobie czas oraz przestrzeń na szukanie i błądzenie. Czasami 
radzę się bliskich mi osób, czytam i sprawdzam w zaufanych źródłach, ale teraz już się nie boję, że podejmę złą decyzję. Wiem czego potrzebują moje dzieci i co jest dla nas najważniejsze. 

Kiedy mój starszy syn mówi „jesteś najlepszą mamą na świecie”, jest mi miło, ale zawsze odpowiadam mu tak samo – tylko dla ciebie i twojego brata – inne dzieci mają swoje mamy, które dla nich są najlepsze na świecie.

Pamiętaj o tym. Jesteś najlepszą mamą na świecie.** Bez względu na to, gdzie jesteś na swojej macierzyńskiej ścieżce.

 

*Mój starszy syn miał przez chwilę taki magiczny przycisk w wieku około dwóch lat. Kiedy marudził i nie mogłam go uspokoić, masowałam mu plecy i udawałam, że szukam tam przycisku. W pewnym momencie mówiłam „o, znalazłam przycisk, wyłączam marudzenie”, naciskałam i się uspokajał.

** Wiem, że tak jest. Mamy, których nie interesuje dziecko, zaniedbują je, znęcają się nad nim, na pewno nie weszłyby na ten blog. 

Photo by Bruno Nascimento on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *