O zmianie trudnych zachowań

O zmianie trudnych zachowań

Czasami przychodzi zdenerwowany rodzic do psychologa. Przychodzi i mówi: dziecko w ogóle mnie nie słucha, źle się zachowuje, krzyczy jak mu czegoś zabronię albo nie dam; kopie i rzuca rzeczami, ma napady szału, wyjść z nim nigdzie nie można, bo w miejscach publicznych robi awantury. Albo: łajza jest, niezdarny taki, niesamodzielny, ze wszystkim mu trzeba pomagać, nic nie umie. A na końcu: martwię się, co z tego dziecka wyrośnie.

Wtedy rozmawiamy, najpierw nie o tym jakie dziecko jest, ale jak się zachowuje. Potem o tym kim jest i jak wygląda życie rodziny. A na końcu uczciwie mówię, że zachowanie można zmienić, ale wymaga to codziennego wysiłku rodzica. I zdarza się, że wszystko kończy się na tej jednej wizycie. Bo codzienna praca w domu brzmi jak coś trudnego. Być może mama czy tata coś zyskują na tym, że dziecko zachowuje się w określony sposób i tak naprawdę nie chcą tego zmienić. Być może to zachowanie nie przeszkadza im tak bardzo, by mieć motywację do zmiany. Być może nie wzbudziłam ich zaufania, albo mieli jakiś inny powód dla którego rezygnują. Ale bywa inaczej. Zachowanie dziecka przysparza tak dużo stresu całej rodzinie, że słyszę pytanie – To co ja mam robić?

Każde dziecko jest wyjątkowe, znajduje się w wyjątkowej dla siebie sytuacji, jego rodzice są wyjątkowi i relacja między nimi też jest jedyna w swoim rodzaju. Dlatego nie ma jednej recepty na określone zachowanie (np. kopanie i bicie), ale chciałabym napisać co trzeba wziąć pod uwagę, zanim zechcemy zmienić zachowanie dziecka.

Poczucie winy
Rodzice, którzy przychodzą do psychologa często mają przekonanie o wychowawczej porażce, a co się z tym wiąże poczucie winy. Bo przecież musieli gdzieś popełnić błąd. Tymczasem wspólne życie nie polega na prostych zależnościach akcja-reakcja. Czasami jest po prostu trudniej, bo życie pisze określony scenariusz. Mama cierpi na depresję poporodową. Tata musi wyjechać za granicę do pracy. Dziecko rodzi się wyjątkowo wrażliwe. Obwinianie siebie lub kogoś niczego nie zmieni. Dziecko nie potrzebuje idealnych rodziców, wystarczą mu tacy którzy się starają. Dlatego jeśli jesteś rodzicem u psychologa – jesteś wystarczająco dobrym rodzicem – zależy Ci, szukasz pomocy.

Czas
Musi zwolnić. Nic nie zmieni się w ciągu jednego dnia. Dziecko uczyło się zachowywać w określony sposób przez całe tygodnie, miesiące, a nawet lata. Nauczenie go innego zachowania również będzie trwało. Trzeba mieć czas na obserwację, czas na spokojne tłumaczenie, czas na trwanie obok, trzeba mieć czas na powtarzanie i wyciąganie wniosków. Wyobraźmy sobie, że chcemy dziecko nauczyć samodzielnego ubierania – ileż to jest drobnych
i skomplikowanych ruchów, żeby wszystko na siebie założyć! Jeśli rozpisalibyśmy to na poszczególne czynności
i przyjęlibyśmy, że nauczenie każdej trwa tylko minutę to policzcie – ułożenie majtek obrazkiem do przodu, włożenie prawej nogi w jeden otwór, lewej nogi w drugi otwór, podniesienie majtek na pupę itd. A jeszcze więcej czasu potrzebujemy, gdy dziecko odkryło, że jeśli będzie biegać nago wystarczająco długo, rodzic w końcu je ubierze
i nie trzeba będzie się aż tak trudzić.

Potrzeby dziecka
Bez zaspokojenia potrzeb dziecka nie zmienimy jego zachowania. Najlepszym chyba tego przykładem jest potrzeba bycia zauważanym przez rodzica. Jeśli okazuje się, że dziecko jest zauważane tylko wtedy kiedy bije i krzyczy, to właśnie tak będzie się zachowywać. Od dziecka głodnego, spragnionego, zmęczonego nadmiarem bodźców nie możemy wiele wymagać. Jeśli nie miało chwili czasu na zabawę, nie będzie chciało spokojnie usiąść i odrobić lekcji.
Kto by chciał zaraz po pracy siadać do następnej roboty? Spojrzenie na potrzeby dziecka jest podstawą. Trudne zachowania, to takie zachowania, które w najbardziej dostępny dla dziecka sposób, pozwalają mu zaspokoić jakąś potrzebę.

Pokaż mi, jak to się robi
Dziecko uczy się (między innymi) przez modelowanie – obserwuje nasze działania i ich skutki. Jeśli widzi, że coś jest dla nas przyjemne, albo pozwala osiągnąć pożądany efekt, będzie takie zachowania powtarzało. Trzeba być więc gotowym zachowywać się w taki sposób, jaki oczekujemy od dziecka. Niestety, ale nie oduczymy dziecka jedzenia fast-foodów
i słodyczy, jeśli sami to robimy. Nie nauczymy odkładania na bok tabletu i telefonu, jeśli całe dnie siedzimy z nosem
w ekranie. Nie zaszczepimy w dziecku odwagi, jeśli sami mamy wysoki poziom lęku. Czasami chciałabym aby było łatwiej, ale niestety, jako rodzice jesteśmy skazani na ciągłe przekraczanie własnych ograniczeń.

Jedna rzecz na raz
Rodzice, którzy przychodzą do psychologa zwykle  są w sytuacji, w której czują się pod ścianą. Wymieniają bardzo dużo problemów i bardzo dużo rzeczy, które chcieliby zmienić. Ale zasada jest następująca – zmieniamy jedną rzecz na raz. Jeśli pracujemy nad tym, aby dziecko samodzielnie korzystało z toalety, nie zabieramy jednocześnie ukochanego smoczka. Jeśli uczymy samodzielnego odrabiania zadań, nie dokładamy jednocześnie listy domowych obowiązków. Jeśli pracujemy nad wybuchami złości, to odkładamy chwilowo na bok inne problemy. Czasami jedna zmiana automatycznie pociągnie za sobą drugą i to jest cudowne, ale dla dobra całej rodziny działamy powoli i po kolei.

Relacja rodzic-dziecko
Bez więzi niewiele można zrobić. Dziecko musi mieć pewność, że jest ważne, kochane i akceptowane. Musi wierzyć, że rodzice chcą mu pomóc, a nie mają go dość. Musi mieć przekonanie, że rodzice wprowadzają zmiany, bo pragną aby było mu łatwiej funkcjonować w społeczeństwie. Nikt nie lubi być manipulowany i zmieniany. Dziecko także chce mieć pewność, że jest lubiane takie jakie jest. Że pracujemy nad zachowaniem, a nie charakterem. 

Jeśli znasz kogoś kto narzeka na zachowanie swojego dziecka podziel się z nim tym wpisem. Czasami wystarczy wziąć pod uwagę tylko to, co powyżej.

P. S. Opowieść z własnego podwórka – dla tych którzy nie wierzą w zmianę 

Młodszy syn jako trzylatek, miał irytujący mnie zwyczaj zdejmowania butów w samochodzie (a czasami także skarpetek). Myślę, że nauczył się tego na jakimś wakacyjnym wyjeździe i wtedy było to uzasadnione – w długiej trasie wygodniej podróżować z gołymi stopami. Ale później zdejmował je jesienią i zimą, nawet kiedy jechaliśmy 15 minut do supermarketu, nawet kiedy stawaliśmy pod osiedlową apteką, żeby kupić lek, a potem przejeżdżałam 500 metrów pod blok. Wszelkie prośby i rozmowy nie przynosiły efektu. Wojtek wiedział, że przeszkadza mi zakładanie mu butów (często zabłoconych), a sam w samochodzie nie umiał tego zrobić. Ostatecznie zaplanowałam interwencję behawioralną. Być może, dla niektórych „interwencja behawioralna” brzmi okropnie, ale wcale takie nie było.
Po prostu nie zwracałam uwagi na zdjęte buty, ze stoickim spokojem zakładałam je i wysiadaliśmy. Za to, kiedy udało mi się zagadać mojego syna i butów nie zdjął, mówiłam entuzjastycznie coś w stylu – Masz buty na nogach! Dojechaliśmy i wszyscy jesteśmy w butach. Bardzo się cieszę! Cała zmiana trwała kilka tygodni. To była drobnostka
i pewnie teraz, kiedy jest starszy, udałoby nam się po prostu dogadać w tej sprawie. Więc jeśli masz taki lub podobny problem, niekoniecznie ten sposób zadziała u Twojego dziecka. Ale miej świadomość, że to My – Rodzice, mamy moc zmiany.

Zdjęcie: Hunter Johnson/Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *