O zmianie trudnych zachowań u dzieci – ciąg dalszy

O zmianie trudnych zachowań u dzieci – ciąg dalszy

Jakiś czas temu pisałam o tym, co należy wziąć pod uwagę, kiedy chcemy zmienić trudne zachowanie u dziecka – tutaj . Dziś chciałam ten temat potraktować bardziej wnikliwie, z perspektywy poznawczo-behawioralnej. W tym ujęciu bardzo ważna jest obserwacja dziecka, dlatego jeśli chcemy coś zmienić w jego zachowaniu, pierwszą rzeczą jest uważne patrzenie i robienie notatek. Posługujemy się w tym celu schematem A-B-C, w którym:

A – co nastąpiło przed danym zachowaniem

B – zachowanie

C-  konsekwencja danego zachowania, dla mnie i dla dziecka

Najważniejsze aby opis był rzetelny, na poziomie faktów, bez etykietek i ocen. Najlepiej z informacją jak długo trwała dana sytuacja. Napisanie „był niegrzeczny” nie niesie żadnej informacji. Napisanie „pobili się” też nie mówi, kto kogo uderzył i w jaki sposób. Przykładowy opis wg. ABC wygląda z grubsza tak:

A – Układał w rządku ludziki lego, budował im drogę. Powiedziałam stanowczo – wychodzimy.

B – Krzyczał przez 10 minut— nie, nie, nie. Leżał na podłodze i kopał w klocki. Powtórzyłam głośniej – dość zabawy, wychodzimy teraz.

C – Po 10 minutach, kiedy się trochę uspokoił, wyniosłam go z domu. Płakał całą drogę w samochodzie. Byłam zmęczona i zła.

Lub tak:

A – Wróciliśmy do domu, zjedliśmy kolację. Powiedziałam, że trzeba odrobić lekcje, wyjęła książki i zeszyty

B – To głupie, krzyknęła. Nie chce mi się tego robić. Przez 30 minut namawiałam ją aby spróbowała. Kłóciłyśmy się.

C – Po 30 minutach kłótni, odrobiłam połowę zadań. Połowę odrobiła córka. Powiedziała, że nienawidzi szkoły. Powiedziałam, że szkoła jest obowiązkowa. Zamknęła się w swoim pokoju.

Jeśli już wiemy jak dokładnie wygląda zachowanie dziecka, możemy zastanowić się co dalej. Najbardziej skuteczne jest działanie na czynnik A, czyli reagowanie zanim trudne zachowanie dziecka się pojawi. W opisie pierwszym, być może wystarczyłoby, gdyby Mama informację o wyjściu z domu podała pięć minut oraz minutę wcześniej. Zrobiła to mniej stanowczym, a bardziej łagodnym tonem. Zauważając potrzebę zabawy dziecka np. widzę, że dobrze się bawisz, chciałabym abyś powoli kończył, bo za pięć minut musimy wyjść z domu. A jeśli dziecko jest małe, mogłaby dodatkowo nastawiać minutnik, albo zabawkową klepsydrę. W sytuacji drugiej, prawdopodobnie pomogłaby luźna rozmowa
o tym jakie lekcje trzeba odrobić. Wspólne zastanowienie się w jakiej kolejności, co sprawia problem, w czym pomoc rodzica jest niezbędna, a co może dziecko zrobić samo. Fajne byłyby wspomnienia, jak to sami byliśmy w szkole, jakie były nasze ulubione przedmioty. Czego nie lubiliśmy się uczyć i jak sobie radziliśmy z tą niechęcią.

A co jeśli nie udało się zadziałać wcześniej? Jeśli wchodzimy w „fazę B”, już niewiele możemy zrobić, oprócz bycia obok i nazywania emocji dziecka oraz mówienia o swoich. Kiedy dziecko leży, krzyczy, kopie, jest generalnie nastawione na jedno wielkie NIE, nie mamy szans na to, aby namówić je do współpracy. Tu pomoże nam tylko odpuszczenie, głębokie oddychanie i spokój.

Istnieją oczywiście takie sytuacje, w których nie możemy zadziałać wcześniej. W linkowanym na początku wpisie pisałam o tym,  jak mój młodszy syn zdejmował w samochodzie buty. Prowadziłam samochód i nie mogłam zobaczyć kiedy zaczyna je rozpinać, więc nie mogłam temu zapobiec. Czasami też, tak po ludzku braknie nam cierpliwości, albo uważności i dochodzi do konfliktu. W takich sytuacjach, kiedy juz emocje opadną, skupiamy się na C i postępujemy
w sposób, który być może wyda Wam się nietypowy. Mówimy o tych momentach, w których dziecko wykazało się współpracą z nami (nawet jeśli było ich naprawdę niewiele).  W przypadku pierwszym, możemy powiedzieć: byłeś zdenerwowany, ale wsiadłeś do samochodu, nie protestowałeś kiedy zapinałam Ci pasy, uspokoiłeś się sam kiedy dojeżdżaliśmy. Zamiast wymówek dziecko dostaje informację o tym, co w tym całym zamieszaniu nam i jemu pomogło. W przypadku drugim, w którym dziecko jest starsze, możemy (zamiast odrabiać za niego lekcje), dostrzegać każdy jego wysiłek, jeśli tylko jakikolwiek podejmie – widzę, że przeczytałaś treść polecenia, pierwsze zadanie już za Tobą, odpowiedziałaś na trzy pytania, o już połowa zrobiona. Zamiast poprawiać i kreślić, pokazać co jest zrobione dobrze. To zdanie napisałaś bardzo wyraźnie. To działanie jest dobrze rozwiązane. Docenić wysiłek: widziałam, że bardzo Ci się nie chciało, ale zrobiłaś i teraz jesteś lepiej przygotowana na jutrzejszy dzień. Można zapytać, czy dziecko chce abyśmy sprawdzili błędy, wytłumaczyć jeśli czegoś nie rozumie, ale też pozwolić ponieść konsekwencje gdy mimo naszej szczerej chęci współpracy, zadanie nie jest odrobione, albo odrobione źle.

Czy takie postępowanie sprawi cuda? Na pewno nie od razu. Kilka tygodni zajęło mi odzwyczajenie syna od zdejmowania butów podczas jazdy samochodem, a był to przecież drobiazg. Dlatego uzbrójmy się w cierpliwość – zmiana potrzebuje czasu, uważności na potrzeby, a przede wszystkim nie może być dla nas ważniejsza, niż nasza relacja z dzieckiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *