Jedenaście gier „planszowych” – subiektywny wybór

Jedenaście gier „planszowych” – subiektywny wybór

Z racji tego, że niektórzy mają ferie, a niektórzy mieć będą (tak, wiem, że niektórzy już mieli, bardzo mi przykro), postanowiłam opisać dziesięć gier, które sprawdzają się u mnie w domu. Miało być dziesięć (lepiej brzmi), no ale się nie zmieściłam, bo było z czego wybierać. A sprawdzają się gry, które nie są czysto losowe, tylko wymagają różnych umiejętności. To nie znaczy, że nie gramy w takie, w których wszystko zależy od szczęśliwego rzutu kostką. Zdarza się, ale rzadko, bo irytują one starszego syna, który uważa, że to bardzo nie fair, że komuś po prostu się udało. Więc jeśli gram, to z synem młodszym, któremu losowość tak bardzo nie przeszkadza. Te jedenaście gier, to oczywiście nie wszystkie, w które gramy. Wybrałam ulubione i te, które kształtują różne umiejętności. 

  1. Szachy
    Nie umiem grać w szachy i mam wewnętrzny opór przed nauczeniem się (odziedziczony po mamie), ale trudno żebym o szachach nie napisała. Mój starszy syn w ramach zajęć szkolnych w pierwszej klasie miał co tydzień godzinę szachów. Był bardzo zadowolony. Gra ta, jak żadna inna uczy logicznego myślenia, planowania strategii, rozwija myślenie przestrzenne. Zrobiono nawet badania i okazało się, że gra w szachy poprawia zdolności matematyczne u dzieci (badano przed i po 30-godzinnym kursie szachów), oraz zdolność do krytycznego myślenia
  2. Memory
    Jak sama nazwa wskazuje, memory ćwiczy pamięć. Gra fajna, bo dla całej rodziny, już nawet kilkulatek jest
    w stanie ją opanować. Nasza wersja jest bardzo prosta. Zwykłe obrazki codziennych przedmiotów, zwierząt, ludzi. Podpisanych – jeden obrazek z pary po polsku, drugi po angielsku. W wersji bardziej edukacyjnej, po odkryciu kafelka trzeba nazwać obrazek, dzięki czemu można ćwiczyć angielskie słówka.
  3. Potwory do szafy
    Mamy w domu od kilku lat, ale dopiero niedawno jeden przedszkolak pokazał mi, że każdy potwór ma parę, więc bawiliśmy się w szukanie par i sprawdzanie czym się między sobą różnią. Poza tym gra może działać trochę jak memory – potwór schowa się w szafie, gdy znajdziesz wśród kafelków ten z odpowiednim przedmiotem. Oczywiście, gra może być także wstępem do rozmów o różnych lękach. To chyba ulubiona gra młodszych dzieci.
  4. Zęby smoka
    Jeśli Ci się uda, możesz umyć smokowi zęby, a jeśli nie to smok Cię zje. Smoki mają paszcze różnej wielkości, a Ty dysponujesz różnej wielkości wojami uzbrojonymi w szczoteczki i inne akcesoria dentystyczne.  Kluczem jest umiejętność liczenia, przewidywania ruchów przeciwników, szacowanie prawdopodobieństwa, a czasem odpowiedni blef. Bardzo fajna i ładna gra rozwijająca zdolności matematyczne.
  5. Carcassonne
    Mamy wersję dla starszych z dodatkiem „kupcy i budowniczowie” i wersję dla młodszych pt. Dzieci
    z Carcassonne. W tą dla młodszych Wojtek grał już jako trzy-czterolatek, ale szybko przerzucił się na wersję dla starszych. Gra wymaga myślenia przestrzennego i strategicznego. Uwaga – można tworzyć sojusze budując wspólne miasta i przejmować miasta przeciwników. Chłopcy często grają przeciwko mnie.
  6. Dooble
    Znajdź jak najszybciej przedmiot ze swojego koła. Jeśli Ci się uda, zabierasz kartę. Trenujesz refleks
    i spostrzegawczość. Proste zasady, szybka rozgrywka.
    W pewnym momencie była to ulubiona gra Wojtka. W wersji trudniejszej, trzeba nazwę przedmiotu powiedzieć po angielsku. Często zabieram ją na terapię z dziećmi, gramy na końcu sesji, aby zakończyć ciężką pracę miłym akcentem. Doceniam dooble, bo mieści się w jednym małym pudełku, a sprawdza się zarówno przy pięciolatkach, jak i dziesięciolatkach.
  7. Creationary
    Gra dla miłośników lego. Losujesz kartę, rzucasz kostką aby określić kategorię i budujesz. Budynek, roślinę, zwierzę, przedmiot. Dostajesz punkty jeśli, ktoś odgadnie co właściwie zbudowałaś. Dla mnie wcale to nie jest takie proste, ale syn starszy świetnie sobie radził już jako czterolatek (jest wielkiem fanem lego). Gra rozwija wyobraźnię i to co rozwijają klocki lego – zdolności manualne, myślenie przestrzenne i coś takiego, co sprawia, że patrząc na jakiś przedmiot wiesz co gdzie podłączyć, żeby działało (nie wiem jak się nazywa taka umiejętność, ale po mnie widać, że nie bawiłam się klockami lego w dzieciństwie).
  8. Było sobie życie
    Dla fanów kultowej serii dla dzieci, ale nie tylko. Odpowiadasz na pytania, korzystasz z szans, unikasz pecha, bronisz się przed wirusami i bakteriami – budujesz odporność. Gra pomaga dzieciom dowiedzieć się więcej
    o ludzkim ciele, ale dla mnie ważne jest, że kształtuje prawidłowe nawyki. W kartach „szansa” dostajesz dodatkowe żetony za np. umycie rąk przed obiadem, długi spacer, zdrowe odżywianie. U nas w domu zadziałało to tak, że synowie biegnąc do łazienki przed posiłkiem krzyczą – umyję ręce, dostanę żeton hemo! Gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 7, ale przy pomocy rodzica i młodsze dzieci mogą się dobrze bawić. Zwłaszcza jeśli znają i lubią serial. U mnie w domu, chłopcy grają razem przeciwko dorosłemu.
  9. Robinson Crusoe – przygoda na przeklętej wyspie
    To jest gra, którą znalazł mój mąż, mając dość awantur o to, że ktoś przegrał. To gra kooperacyjna, wszyscy gracze są jedną drużyną i mają do osiągnięcia wspólny cel. Żeby wygrać, trzeba naprawdę umieć współpracować. Gra jest trochę skomplikowana, ma wiele różnych kart i żetonów, oraz do wyboru sześć scenariuszy, więc jej opanowanie zajmuje trochę czasu. Ale moim zdaniem warto. Grę mamy dopiero od świąt i jeszcze nie opanowaliśmy wszystkich wariantów. Prawdopodobnie ze względu na złożone reguły, gra przeznaczona jest dla dzieci od 10 roku życia. Ale nasz pięciolatek też daje radę, choć oczywiście czasami potrzebuje pomocy
  10. Cortex
    Dobry sposób na gimnastykę umysłu. Ciekawa gra, mająca zadania z bardzo różnych kategorii – pamięć, wyzwanie, kolor, labirynt, koordynacja, para, częstotliwość, rozumowanie. Cortex przeznaczony jest dla dzieci od 8 roku życia i faktycznie mój młodszy syn nie radził sobie najlepiej i gra go frustrowała. Wyjątkiem było zadanie – wyzwanie, które polega na dotykaniu specjalnych fakturowanych kart i rozpoznaniu co na nich się znajduje. Minusem gry jest także zadanie kolory, w którym nazwy kolorów są po angielsku, a trzeba znaleźć ten który jest napisany kolorem zgodnym z nazwą. Czyli np. green napisane na zielono. Mogliby to jednak przetłumaczyć.
  11. Boggle
    Prościutka gra składająca się z pudełka z kostkami na których są litery + klepsydra. Potrząsamy pudełkiem-klatką, kostki się układają, przekładamy klepsydrę i czas-start. Mamy trzy minuty by z liter ułożyć jak najwięcej wyrazów. Słowa można budować tylko z liter przylegających do siebie ścianką lub kantem. Specjalne punkty są za litery otoczone ramką, tych tworzących słowo boggle. Gra przeznaczona dla tych dzieci, które już czytają, ćwiczy zdolności językowe oraz refleks. Myślę, że ze względu na kompaktowe opakowanie i prostotę, może świetnie sprawdzić się w podróży.

A jakie gry sprawdzają się u Was?

*Zadanie „kolory” bazuje na efekcie Stroopa. Wydaje mi się, że grę musieli robić jacyś psycholodzy. Zainteresowanych efektem Stroopa odsyłam do Wikipedii.

 

Photo by Jaciel Melnik on Unsplash

3 responses to “Jedenaście gier „planszowych” – subiektywny wybór”

  1. BetKi pisze:

    Jadziu, dzięki za listę! Prawdę mówiąc moja czterolatka póki co uwielbia Chińczyka i warcaby na swoich zasadach 😉 ale myślę, że przekona się i do innych. Już od jakiegoś czasu o Było sobie życie myślę ale chyba jeszcze za młoda.

  2. Jadwiga pisze:

    W tym wieku polecam „Potwory do szafy” 🙂 Przedszkolaki kochają tą grę 🙂

    • Monika pisze:

      Też chciałam od razu polecić potwory. Na sam początek przygód z grami fajna jest też „Ratuj króliczki”, uczy kolejności i kolorów, ale jest losowa. Moje dziewczyny chętnie grają (5 i 2 lata, młodsza z pomocą).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *