Współpraca z dzieckiem – druga wskazówka

Współpraca z dzieckiem – druga wskazówka

Dwa tygodnie temu pisałam o jednej wskazówce, która pomaga nam we współpracy z dziećmi tutajDziś chciałam się z Wami podzielić kolejnym sposobem, który znakomicie się sprawdza. To niby proste, ale dla wielu rodziców trudne bo zdarza się, że wymaga, że tak powiem kolokwialnie „wyjęcia kija z tyłka” i/lub zrobienia z siebie błazna. Wskazówka jest prosta i do rymu – zamień sprawę na zabawę. Najprostszy przykład to ten, kiedy idziecie gdzieś ze swym dzieckiem lat cztery i ono już nie może, nogi bolą, zmęczone tak bardzo, że zaraz padnie po prostu i już nie wstanie. Wtedy rzucacie hasło: no dobra, to kto pierwszy do tamtego drzewa, albo: o nie, gonią nas straszliwi wysłannicy władcy chaosu, musimy uciekać, za mną! I nagle, magicznie nogi przestają boleć, a dziecko biegnie tak, że ledwo za nim nadążacie, zwłaszcza jeśli przy okazji niesiecie dziesięć kilo zakupów. Na problemy z chodzeniem pomagają też zabawy typu: nie można stanąć na linię, rób to co ja, (skacz na jednej nodze, rób małe kroki, duże kroki, podskakuj co czwarty krok – uwaga nie obrażamy się, kiedy to dziecko chce być prowadzącym), lub kiedy na każdej studzience kanalizacyjnej lub przy każdym słupku jest magiczny portal ładujący super mocą.
Można oczywiście bawić się w „kto pierwszy”. Zabawa w konkurs przydaje się zwłaszcza kiedy dziecko ma problem
z jakąś codzienną, nudną czynności np. z  ubieraniem*. Ale uwaga, jako konkurencja zawsze występuje rodzic
i wiadomo, że musi przegrać, dobrze przy okazji komentować załamanym tonem – o nie, masz już obie skarpetki, a ja założyłam tylko jedną.
Dużo różnych zabaw może towarzyszyć sprzątaniu. Podczas liva dzieliłam się genialnym sposobem jednego taty, który zbiera z dziećmi zabawki z latarką przy zgaszonym świetle. Ale można też potrenować rzuty klockami do pudła. Mój mąż kiedyś zaś wymyślił taką grę. Zapisywał na kartce dziesięć przedmiotów, które widział na podłodze dziecięcego pokoju, następnie wyznaczał czas np. 5-10  minut, wracał i je wyczytywał. Jeśli były już posprzątane, osoba która je podniosła dostawała punkt. Oczywiście przy okazji znikały z podłogi też inne rzeczy.
Zabawa pomaga rozładować frustrację, nie tylko dziecku, także dorosłemu. Czasami, kiedy moje dzieci kłócą się
po raz kolejny, zaczynam krzyczeć: już tego nie wytrzymam, jak zaraz nie przestaniecie zacznę tańczyć makarenę/skakać po łóżku i śpiewać/leżeć na podłodze i machać nogami. A potem to robię. Oczywiście, mój syn starszy kiedyś skomentował: chodź Wojtusiu, mama oszalała, pójdziemy się pobawić legiem. Co z tego? Mi minęła cała złość, a dzieci przestały się bić. Efekt osiągnięty. Wygłupy rodzica pozwalają w łagodny sposób poradzić sobie z trudną sytuacją. – Hmm…widzę, że nie chcesz dziś zostać w przedszkolu, nie chcesz założyć kapci, no dobra, zakładaj te kapcie na uszy. Jak to nie na uszy? Popatrz mi pasują, przecież wszyscy w rodzinie nosimy kapcie na uszach. Co? Nie na uszach, to jak niby się je zakłada? Ooo na stopę, hmm..ciekawy pomysł, faktycznie wygląda na to, że ci pasują. Elementy zabawy, możecie naprawdę wykorzystać prawie wszędzie i zawsze, wystarczy tylko otworzyć umysł
i pozwolić sobie na kreatywność.
Rodzice mają problem z zabawą, z dwóch powodów. Pierwszy z nich brzmi mniej więcej tak: jak ja mam się bawić skoro się spieszę. Ale jeśli się dobrze zastanowisz, to właśnie dlatego, że się spieszysz, potrzebujesz zabawy. W takich sytuacjach, kiedy jesteśmy zestresowani, za wszelką cenę próbujemy nagiąć dziecko do swojej woli. Czasami się to udaje, bo przecież dzieciom zależy na współpracy z rodzicami. Ale częściej nasz stres, przekłada się na stres dziecka. Trudno współpracować jeśli jest się w stanie nadmiernego pobudzenia. Wtedy zaczynamy z dzieckiem „walczyć”,
co kończy się awanturą, płaczem, wycieraniem zasmarkanego nosa, przeprosinami i ostatecznie, rzecz jasna spóźnieniem się, zawaleniem czegoś. Albo dziecko w końcu nagina się do naszej woli, a potem „odgina się” w szkole albo w przedszkolu.**
Drugi powód jest bardziej skomplikowany. Boimy się „wyjąć kij z tyłka”. – Bo ojeju, co pomyślą te wszystkie osoby na ulicy, kiedy ja tu skaczę co trzecią płytkę. No właśnie, co pomyślą i czy na pewno jest sens się tym przejmować?
– Bo moje dziecko przestanie mnie szanować, jeśli zacznę robić z siebie głupka w zabawie. A czy Ty przestałaś kiedyś szanować kogokolwiek, tylko dlatego, że miał do siebie dystans i dobrze się bawił? Jakie osoby szanujesz i za co? Czy bardziej szanowalibyśmy szefa, który na nas krzyczy, czy tego, który podchodzi do nas partnersko i pozwala sobie na wspólne żarty. Boimy się także, że dziecko się przyzwyczai do zabawy. Pewnie tak, ale zapewniam Cię, że to dobre przyzwyczajenie. Z czasem może nawet nauczyć się w ten sposób samo regulować emocje – jak moi synowie, którzy
w trakcie nudnej jazdy samochodem po mieście, zaczynają udawać, że są w kosmicznym pojeździe. No i uwierz mi,
na pewno kiedy Twoje dziecko zacznie dojrzewać, nie będzie chciało abyś zakładała sobie skarpetkę na głowę, albo bawiła się w ministerstwo głupich kroków, w trakcie wyjścia do piekarni (co za obciach, jeszcze mnie ktoś zobaczy
z moją zwariowaną matką).***
Na koniec jeszcze jedna rzecz – warto ustalić jakie zabawy stosuje partner. Bo mi się zdarzyło, że potwornie się zdenerwowałam na mojego młodszego, wówczas dwuletniego syna, który podczas wieczornego ubierania w piżamę ciągle mi uciekał. W końcu wrócił maż, który zwykle go ubierał i mnie uświadomił, że to taka zabawa. Syn uciekał, on go łapał i za każdym razem, kiedy mu się udało, dawał mu buziaka i zakładał jedną część garderoby. A ja nieświadomie zamieniłam wieczorne ubieranie z dobrej zabawy we frustrującą walkę. Wam natomiast życzę aby było odwrotnie – by frustrująca walka, zamieniała się w dobrą zabawę.

 

*Wyobrażam sobie co się dzieje w umyśle takiego przedszkolaka – bosz, znowu to samo, codziennie trzeba zakładać majtki, znowu ta koszulka, przecież mogę chodzić goły.

** „Ja nie wiem, czemu one sobie tam nie radzą w tej placówce, ja nie mam z nim/z nią żadnego problemu” –  słyszę to od rodziców.

*** No dobra, przyznaję się, że nie wiem, czy nastolatki mówią jeszcze obciach, czy mówią żena, czy żal, na pewno mówią jakoś inaczej, ale dowiem się tego za kilka lat.

 

Zdjęcie London Scout on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *